Posty

Polowanie na łalaby

Obraz
Będąc w Australii jako biolodzy za punkt honoru uznaliśmy wizualną inspekcję jak największej liczby gatunków endemicznych fauny. Tutaj przedstawiam reportaż z polowania na wallabies, czyli po polsku na łalaby. Łalaby występują na Magnetic Island, więc tam się udaliśmy. Gatunek ten żeruje o świcie i o zmroku, aby chronić się przed spiekotą, ale nam się trafił najzimniejszy dzień na wyspie od 10-ciu lat, więc idealny na podchody łalabów. (punkt startu: plaża na Magnetic Island) A oto i filmiki (powinno dać się otworzyć na pełnym ekranie): Łalaby są na raz dzikie i oswojone, bo populacja żyje w nadmorskich skałach, ale w symbiozie z Homo sapiens. Homo dostarcza łalabowi pożywienia, a łalab dostarcza Homo wrażeń estetycznych.

Życie w dopalaczowie

Obraz
Rząd Rzeczypospolitej rękami Głównego Inspektora Sanitarnego popełnił wczoraj filmik (zwany dalej spotem) o tytule Stop Dopalaczom. Treść jest taka: na brzydkim miejskim podwórku koło trzepaka mała dziewczynka dłubie nogą w chodniku a nastoletni chłopiec mizia koma. Pewnie w coś gra w albo lajkuje. Nie wiadomo po co chłopiec i dziewczyna siedzą tam razem, skoro są w dosyć różnym wieku, ze sobą nie rozmawiają, ani w ogóle nic wspólnie nie robią. Pewnie muszą być rodzeństwem. Tak chyba sobie GIS wyobraża wakacje w mieście. Do pary dzieci podchodzi znacznie starszy zakapturzony osobnik. Diler wita się i od razu przechodzi do rzeczy: „Siema, chcecie kupić jakiś fajny towar?”. W ręce dzierży trzy torebeczki z czymś co łudząco przypomina susz roślinny pochodzący z konopi innych niż włókniste™. Czerwony wykrzyknik miga na ekranie. Chłopiec odmawia w równie naturalny sposób słowami „Powaliło cię?! Oddalam to pytanie”. Kilka sekund później radiowóz teleportuje na podwórko znikąd. Nie wiado...

życie w Grecji

Tym razem polityka, bo taki czas. Będzie nie o życiu w Azji tylko w Grecji.   W problemie Grecko-Niemieckim mamy dwa fundamentalnie różne wizje państwa w obrębie cywilizacji europejskiej. Grecy zapisali się do technokratycznego klubu a zachowują się jakby żyli w socjalizmie gdzie każdemu według potrzeb. Innymi słowami dla nich Unia jest zbyt liberalna/prawicowa/wolnorynkowa. Oni woleliby Unię opiekuńczą/lewicową/gospodarczo regulowaną. To jest dokładnie przeciwny pogląd niż występuje wśród przeciwników Unii w Polsce. Polscy przeciwnicy krytykują rozbuchaną biurokrację, gąszcz przepisów i regulacji, limity produkcji, niegospodarność, wysokie podatki nazywając Unię Eurokołchozem. Grecy w takim kołchozie właśnie z chęcią by mieszkali. Tylko, że niestety na bogactwo trzeba zapracować, albo mieć szczęście i mieć bogate złoża naturalne, które można eksportować. Niestety jedynym poważnym zasobem naturalnym Grecji jest Słońce i plaże. Gdy przychodzi kryzys w krajach północnych, po...

Londek

Obraz
Jako że przeprowadziłem się do Londynu i oficjalnie dołączyłem do grona 700 tys. rodaków szerzących rodzimą kulturę na Wyspach, to post ten nie będzie na temat życia w Asi, tylko w Anglii. Rozważę zmianę nazwy na sławetne „ u nas w UK ” czy coś w ten deseń. Rodzima kultura podbija Wyspy Azja nie bez powodu zwana jest wylęgarnią zarazy. To stamtąd najprawdopodobniej przywędrowała do średniowiecznej Europy dżuma , tu powstała ptasia grypa i co roku powstają nowe szczepy „zwykłej” grypy, które później rozprzestrzeniają się na pokładzie cywilnych statków powietrznych na cały świat*. Jednak będąc w Azji najgorszą chorobą jaką dostałem były zajady w kącikach ust, które rychło dały się wyeliminować fungicydem. Żadnej malarii, cholery czy nawet sraczki. Teraz jestem w Londynie 5 dni i już jestem chory; zapewne zwykłe przeziębienie czy grypa, ale zawsze. Wbrew obiegowej opinii grypa nie rozprzestrzenia się tylko drogą kropelkową „w kichnięciach i w kropelkach wydychanego powietrza” lec...

Tajki się nudzą kiedy pada deszcz

Obraz
Wezbrały drogi, pełne kokosów bory. To już ostatni trochę spóźniony post o Tajlandii. Sezon na turystów trwa w Indochinach od listopada do lutego/marca. Wtedy plaże są tak oblegane, że czasem nie można znaleźć miejsca na położenie ręcznika. Interes się kręci, sprzedaje się kokosy, curry i drinki. No ale co robić poza sezonem w porze deszczowej? Oni tego jeszcze nie wiedzą. Robią więc dokładnie to samo: otwierają straganiki, wynajmują chatki, sprzedają kremy do opalania mimo, że całe dnie jest pochmurno. Inna sprawa, że bardzo łatwo znaleźć wtedy tani nocleg bez robienia rezerwacji i nie trzeba się przepychać ani stać w kolejce do atrakcji turystycznych Impreza na plaży wrze Niczym dziwnym nie jest widok knajpy na plaży wieczorną porą, w której para artystów wykonuje muzykę na żywo, której przysłuchuje się cała pozostała ekipa: kucharze, barman, kelnerzy i zero gości. Gości nie ma i nie będzie jeszcze przez miesiąc, bo są deszcze. A ci nieliczni ruscy turyści i...

Chanthaburi

Obraz
Zajączek Lindta Zajączki w Chanthaburi Zmieniłem miejsce swojego pobytu na Chanthaburi w południowo-wschodniej Tajlandii. Nazwa miasta pochodzi z Sanskrytu, czyli z języka niespokrewnionego z tajskim i oznacza Księżycowo. Od Księżyca, nie od księży. A z czym się Księżyc kojarzy każdemu Tajowi? Z zającem oczywiście. No tak... Jak się popatrzy na układ plam na tym satelicie, to przypominają one zająca.Tak więc miasto upstrzone jest betonowymi, plastikowymi i metalowymi zającami. Miasto słynne jest z handlu kamieniami szlachetnymi. Ceny szafirów i rubinów są tu najniższe na świecie. Kamienie wydobywa się w pobliskich górach od sześciuset lat a w mieście pracują jubilerzy, którzy teraz obrabiają głównie importowane kamienie z Afryki. Forma handlu jest bardzo ciekawa: wygląda to jak zwykły weekendowy targ: baby rozkładają się ze straganikami i wysypują klejnoty na blat. Między straganami są stoiska z ulicznym żarciem: zupą z kaczki i przypalanymi kurczakami na patyku, które m...

Dzień trzeci

Jestem w Bangkoku trzeci dzień. Piszę ten post na pomniejszonej klawiaturce eeePC, trochę niewygodne taka "praca", więc wybrałem się do największego centrum handlowego w Bangkoku aby kupić lekką klawiaturkę na blutufie. No wiecie, taką gumową, zwijaną, którą można podłączyć do dowolnego urządzenia. Byłem w czterech sklepach i uwierzcie mi, w żadnym czegoś takiego nie mieli. Były tylko jakieś specjalne do ajpadów (created for Ajpad mini) za pierdyliard bahtów i takie nijakie (znaczy ciężkie i niepełnowymiarowe) które można używać poza rezerwatem Apple. Takie klawiatury widziałem już parę lat temu na serwisach o gadżetach. Jeśli tu ich nie można kupić, to gdzie? Shenzhen? Akihabara? W ogóle w tym kraju ludzie nie wiedzą jeszcze, że po mieście można poruszać się na piechotę. Każdy jeździ swoim samochodem, pakuje się do taksówki lub tuk-tuka (takiego trzykołowego motocykla na gaz z naczepą) albo tłoczy się w autobusie klasy PKS AutoSan-ogórek '84. Oczywiście ...